sobota, 12 marca 2011

Zmiana .?

Wiosną, w ciepłą sobotę cała rodzina zebrała się na poważną rozmowe.
[(D)orota, (T)omek, (O)livia, (S)eba, (R)obert]


D: Mamy dla was niesamowitą wiadomość .!
T: Tak .! Już nie będziemy mieszkać w Chicago .!
Przeprowadzamy się do Malibuuuu .!
O,S,R: ŻE CO .?!
T: Przeprowadzamy się .!
O: Powtórzę: ŻE CO .?!
D: Oj, nie dramatyzuj tak.. Będzie fajnie !
S: Tak, tylko, że nie wy zostawiacie przyjaciół i dziewczyny.
O: I chłopaków !!!
D: Wiemy, ale tam też będą fajni ludzie !
R: Kiedy wyjeżdżamy .?
T: Jutro.
S: WTF .?


I na tym rozmowa się skończyła.
Spakowałam się i zadzwoniłam do Just'a oraz Jess.
W moim domu byliśmy w trójkę już za 10 minut.

[(Ju)st, (J)ess, (O)livia]

O: No i chlip, chlip .. wyjeżdżamy chlip, jutro, jutro wieczorem.
J: Chlip, chlip, jutr, .. jutro .??
O: Yhy. :[
Ju: Z jakiego powodu wyjeżdżasz .?
O: Rodzice chlip, chlip nic nie .. nic nie mówili. Chlip, chlip.
Justin mnie przytulił i pocałował w czoło.

Pomogli mi się spakować do reszty i obiecali, że przyjadą rano odwieźć mnie oddzielnie na lotnisko.


NASTĘPNEGO DNIA :


Wstałam o o7.oo i poszłam odbyć poranną ceremonie.
Ubrałam się w moje ♥ jeansy [dżinsy] i długą czarną bluzkę na ramiączka.
W biegu zauważyłam wciśnięty w róg szafy mój ukoffany sweterek i nałożyłam go na siebie, gdyż walizki już czekały w samochodzie.
Na podwórku czekał na mnie Just z Jessicą.
Ucałowałam ich i wsiedliśmy do samochodu.
Na lotnisku jeszcze raz obściskiwaliśmy się z Justem i pochlipałyśmy z Jess.

Obiecaliśmy sobie, że będziemy do siebie dzwonić i co 3 tygodnie będą mnie odwiedzać.
Nie mogłam trafić na lepszych ludzi !
Po prostu ich uwielbiam ♥.

Leciałam pierwszą klasą.
Siedziałam w jednym z Robertem i Sebą, a rodzice w drugim, za nami.
Praktycznie cały lot przespałam gdyś 8 godzin snu dla mnie, śpiocha to bardzo mało. ^^

Gdy byliśmy już pod naszym miejscem zamieszkania szczęki nam opadły.
To była 3-piętrowa willa .!
Mój pokój był na 2 piętrze - poszłam więc się rozpakować.
Później dowiedziałam się, że rodzice mieszkają gdzie indziej - jeszcze lepiej .!

Usłyszałam zamykanie drzwi i zleciałam na dół zobaczyć kto to.
To był.... Justin Bieber .!

Moja radosna reakcja zgasła... :|
[[J]ustin, [O]livia]

J: Ty pewnie jesteś ta Ola tak .?
O: Olivia - powiedziałam poirytowanym głosem.
J: Justin - Tutaj wielki banan na twarzy - Miło mi.
O: Do każdego masz takie pozytywne nastawienie.?
J: Nie.. Tylko dla ładnych dziewczyn.
O: Eeee.? Słucham .?!
J: Tylko dla ładnych dziewczyn.
O: Och.. Daruj se.!
J: Widać, że nie jesteś następną powaloną fanką .?
O: Zacznijmy od tego, że na pewno nie jestem TWOJĄ fanką.
J: Niezła jesteś.
O: Człowieku daruj seeee.!! - Odwróciłam się i poszłam do salonu układając rzeczy w szafkach.
Niespodziewanie Justin podszedł i objął mnie w talii.
Momentalnie odwróciłam się i próbowałam uwolnić.
O: Nawąchałeś się czegoś, czy zażywasz narkotyki .?!
J: Ani to, ani to. - Wziął moją dłoń i pocałował mnie w nią.
O: Przestań.!
J: Widać, że nie będę miał łatwo.
O: Niby w czym .?
J: W zdobyciu Cię.
O: Myślisz, że jak walniesz prosto z mostu to dam się uwieść .?
J: Coś w tym stylu.
O: Yyyh .! Czy możesz mnie w końcu puścić .?!
J: Nie. - Uśmiechnął się szeroko i pocałował w usta.
O: Przestań .!
J: Czemuu .? - Zaczął opuszkami palców jeździć po moim policzku.
O: Ja mam chłopaka .!'
J: Czy jest znany .?
O: Nie .
J: Czy jest popularny w szkole .?
O: Nie !
J: A więc nie jest Ciebie wart.
O: I zaraz powiesz mi, że ty jesteś .?!
J: Właśnie tak. - Znowu banan na twarz i zaczął mnie obściskiwać.
Tym razem poddałam się. Był taki czuły, taki delikatny...
W końcu mnie puścił, ale teraz chciałam więcej.
Przyciągnełam go do siebie i całowaliśmy się tak z 15 minut.
Wbił się palcami w moje włosy i nie przestawał całować.
Było mi tak cudownie.

W końcu zrobiło się późno i poszłam się umyć.
W mojej słodziutkiej piżamce zaczełam go szukać po całym domu.
Znalazłam go w kuchni gdy robił nam popcorn i gorącą czekolade.


I wtedy coś zrozumiałam.....

_____________________________________________
By Natt. :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz